Biegałem rekreacyjnie przez dwa lata zanim zacząłem CrossFit. Miałem przyzwoitą technikę, kontrolowane lądowanie na środku stopy, rytmiczny oddech. Wszystko się zmieniło podczas pierwszego workout'u z bieganiem po thruster'ach. Moje stopy walczyły o każdy krok jak u kompletnego amatora.
Problem był prosty do zidentyfikowania, trudny do rozwiązania. Zmęczone czwórogłowe i pośladki zmieniały całą biomechanikę ruchu. Nagle odkryłem słabości w technice, o których nie miałem pojęcia.
Kiedy mięśnie stabilizujące odmawiają współpracy
Po serii wall ball'ów - dwadzieścia powtórzeń z piłką 9 kg - moje uda były wypalone. Ruszyłem do 200-metrowego biegu i zamiast lądować na środku stopy, zacząłem ciężko uderzać piętami. Kolana kręciły się do środka, biodra traciły stabilność. Wyglądałem jak bambi na lodzie.
Nagrałem się telefonem podczas jednego z takich WOD'ów. Pierwsze 50 metrów wyglądało znośnie. Kolejne 100 to progresywny rozpad formy. Ostatnie 50 metrów przypominało desperacką próbę dotarcia do mety w jednym kawałku.
Trener zwrócił uwagę na coś specyficznego. Małe mięśnie stabilizujące stopy i kostki, które normalnie pracują automatycznie, tracą funkcjonalność pod wpływem ogólnego zmęczenia. Ciało kompensuje tym, wykorzystując większe grupy mięśniowe w mniej efektywny sposób. Stąd ciężkie lądowanie i strata energii.
Co się kryje za tym chaosem
Spędziłem kolejne tygodnie analizując, co właściwie się dzieje. Okazało się, że CrossFit bezlitośnie odsłania każdą lukę w fundamentach. Jeśli masz słabe stopy, dowiesz się o tym po pierwszym biegu po box jump'ach. Jeśli Twoje biodra nie są stabilne, wall ball'e przed sprintem to ujawnią.
Ukryta wartość leży w wymuszeniu adaptacji. Nie mogłem już polegać tylko na dużych grupach mięśniowych i dobrym rytmie. Musiałem wzmocnić wszystkie te małe elementy układanki, które wcześniej pozostawały w cieniu. Ćwiczenia mobilności stóp, praca nad stabilnością kostek, świadome aktywowanie pośladków przed biegiem.
Po trzech miesiącach moja technika pod obciążeniem poprawiła się znacząco. Co ciekawsze, poprawiła się też podczas zwykłego biegu. Ciało nauczyło się utrzymywać formę w ekstremalnych warunkach, więc w normalnych warunkach miało to łatwiej. Ta lekcja kosztowała mnie wiele frustrujących treningów, ale dała mi świadomość biomechaniki, której nie zdobyłbym inaczej.
